Świetne książki, których nikt nie czyta (dostępne za darmo online)

Mam dla Was kilka powieści, które (mam wrażenie), czytają już tylko studenci polonistyki. A wielka szkoda, bo to rzeczy absolutnie zachwycające i na wielu płaszczyznach rewolucyjne. A do tego doskonałe na wakacje! No bo kiedy, jeśli nie na urlopie, świeży i wypoczęty umysł mógłby się wspiąć na literacki Everest?

Ostrzeżenie: to nie są rzeczy lekkie. Każda jest poważnym tomiszczem. Poważnym zarówno od strony formalnej jak i treściowej.

Dobra wiadomość jest taka, że wszystkie są dostępne za darmo w wersji elektronicznej. Żadne plecy zatem nie ucierpią. 

A oto i one!

Karol Irzykowski – “Pałuba”

https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/irzykowski-paluba/

http://www.ha.art.pl/paluba/00_START.html (wersja hipertekstowa)

Moja ulubiona (z tego zestawu). To w zasadzie kilka książek w jednym. Można czytać jako całość, można jako osobne utwory. Irzykowski eksperymentami z formą wyprzedzał innych, zdecydowanie bardziej znanych autorów (np. Proust’a). O fabule w skrócie na zachętę – trójkąt miłosny między facetem, jego zmarłą żoną i jego obecną żoną. Powstał film na motywach (“Widziadło” w reżyserii Marka Nowickiego), ale zdecydowanie odradzam.

Jan Potocki – “Rękopis znaleziony w Saragossie”
Och, Zbigniew!

http://ha.art.pl/rekopis/00_intro.html (wersja hipertekstowa)

Historia w historii w historii w historii. Biografia samego autora, równie ciekawa co jego dzieło (Potocki podobno uważał się za wilkołaka). Jeśli zaś znacie francuski – możecie pójść na całość i przeczytać “Rękopis” w oryginale (polska wersja jest dziełem tłumacza, który połączył 2 wersje utworu i je wymieszał). Jeśli ugniecie się pod ciężarem gatunkowym, nie lękajcie się,  jest świetna ekranizacja autorstwa niezrównanego Wojciecha Jerzego Hasa. Zdecydowanie (jak to mówią starzy Anglicy)- must see! 

Więcej o samym Potockim – https://culture.pl/pl/tworca/jan-potocki 

Jerzy Żuławski – “Trylogia księżycowa”

https://wolnelektury.pl/katalog/lektura/trylogia-ksiezycowa-na-srebrnym-globie/

Międzynarodowa grupa naukowców eksploruje ciemną stronę księżyca. Bo science fiction to nie tylko Lem! Na ekran powieść przeniósł stryjeczny wnuk Jerzego – Andrzej (tak, tak ten od słynnej “Szamanki”). Wersja filmowa jest ostra, tylko dla osób o mocnych nerwach. 

Przy okazji polecam z całego serca zbiorniczki z otwartymi zasobami:

https://wolnelektury.pl/ (literatura)

http://ha.art.pl/ (literatura)

https://ninateka.pl/ (teatr, film, muzyka, sztuka, literatura, publicystyka)

https://polona.pl/ (za wikipedią: zdigitalizowane książki, czasopisma, grafiki, mapy, muzykalia, druki ulotne oraz rękopisy pochodzące ze zbiorów Biblioteki Narodowej oraz instytucji współpracujących)

http://www.repozytorium.fn.org.pl/ (Repozytorium Cyfrowe Filmoteki Narodowej)

https://etiudy.filmschool.lodz.pl/ (etiudy filmowe studentów PWSFTviT)

A Wy macie jakieś genialne, ulubione książki, których nikt poza Wami nie czyta?

A może chcecie polecić jakieś internetowe wolne zbiory?

Nie bądź zielony, czyli świetne aplikacje na wakacje dla miłośników przyrody

Co w trawie piszczy

Nie wiem jak Wy, ale ja kocham przyrodę. Noooo…. może nie całą (odczuwam lekki dyskomfort oraz głośno krzyczę na widok każdego pajęczaka), ale i tak, jak kania dżdżu łaknę i pragnę kontaktu z naturą. Większą część roku spędzam w betonie, dlatego na wakacje zawsze wybieram zieloną dzicz. Od kilkunastu lat odwiedzam jedną taką dzicz warmińsko-mazurską, no bo popatrzcie:

Kiedyś, przechadzając się ulubioną ścieżką w ulubionym lesie, uświadomiłam sobie, że chociaż byłam w nim tyle razy, nie mam pojęcia co w nim żyje. Rozpoznam może kilka rodzajów drzew, kilka kwiatów, wiem jak wygląda łoś, ale poza tym, jestem… ZIELONA. 

Jakoś smutno mi się zrobiło, że jestem takim ignorantem, zrobiłam więc mini zielnik.

Więcej nie powtórzyłam tego procederu, bo jednak wolę jak sobie rośnie.

A w tym roku nie muszę zrywać, booooo mam:

Seek by iNaturalist

Aplikacja Seek to taki wirtualny zielnik. Robicie zdjęcie rośliny/zwierzęcia i aplikacja (bazująca na obserwacjach tysięcy aktywnych użytkowników) powie Wam, co to. Powie Wam też, gdzie to jeszcze występuje, do jakiej rodziny należy itp.  Aplikacja służy przede wszystkim do rozpoznawania roślin i zwierząt, ale nie tylko. Zrzesza też społecznych przyrodników – także amatorów. Jeśli więc czujesz zew przyrody i chcesz wiedzieć, co Cię otacza. Polecam!

Więcej o projekcie:

https://www.inaturalist.org/

Sięgaj, gdzie wzrok nie sięga

Plusem bycia w dziczy jest małe zanieczyszczenie światłem. Obserwacja gwiazd – szczególnie z pomostu na jeziorze czy leśnej polany to naprawdę niesamowite przeżycie. Nigdy nie widziałam tylu gwiazd co w mojej dziczy właśnie. Jeśli patrzycie w niebo i chcielibyście wiedzieć, na co patrzycie – te aplikacje przyjdą Wam z pomocą:

Sky View Lite
Starwalk2
Star Chart 

Jako bonus, polecam też aplikację, która powstała z okazji 50. rocznicy lądowania na Księżycu. „Apollo’s Moon Shot AR” Wygląda obłędnie.

Atlas chmur

Jest taka aplikacja, dzięki której możecie pomóc NASA w badaniach klimatu. Wystarczy robić zdjęcia… chmur. How cool is that?! Ja się jaram. No a poza tym, dzięki niej łatwo rozpoznacie, co właśnie nad Wami wisi i szybko staniecie się ekspertami w rozpoznawaniu rodzajów chmur.

Cloud Spotter

A Wy znacie jakieś fajne aplikacje do eksploracji świata? Co polecacie?

Teen drama dla dorosłych? 8 seriali o młodzieży nie tylko dla nastolatków.

Nie wiem jak Wy, ale ja chyba częściowo utknęłam w procesie dojrzewania. Tęskni mi się za czasami, gdy wszystko było ekscytujące i nowe. Gdy życie rozpościerało się przede mną jak ogromny, kolorowy perski dywan możliwości.  Pewnie trochę idealizuję ten czas i jak się dłużej zastanowię, wcale nie chciałabym do niego wrócić, ale to nie przeszkadza mi w namiętnym oglądaniu seriali dla młodzieży.

W zasadzie myślę, że zasłużyłam na poziom ekspercki, bo oglądam absolutnie wszystko. WSZYSTKO. Tak. I wcale się tego nie wstydzę, bo choć widziałam bardzo dużo badziewia, widziałam też rzeczy bardzo dobre. I tymi dobrymi się chciałam z Wami podzielić. Oto 8 seriali dla młodzieży, które z przyjemnością obejrzycie (lub przypomnicie sobie) jako dorośli. 

1. Friday Night Lights

Serial o licealnej drużynie football’u amerykańskiego??? Seriously?! Gdybym nie miała tego już za sobą, też bym nie uwierzyła. A to jest naprawdę dobre! Jeśli macie dość lukrowanych, wydumanych historii – sięgnijcie po ten serial – znajdziecie tu klasyczne motywy przewijające się w absolutnie wszystkich produkcjach dla młodzieży, ale ten serial jest najbliżej życia ze wszystkich znanych mi produkcji. 

2. SKINS (wersja brytyjska)

Rewelacja. Bezkompromisowy, brutalny, śmieszny i żenujący. Żałuję, że już się skończył. A co mi tam, zacznę oglądać od nowa. Tyle w temacie. Po prostu must see.

3. My So-Called Life

Świetnie napisany serial. Dla introwertyków, indywidualistów i wrażliwców. A poza tym, Jared Leto ❤

4. Buffy the Vampire Slayer 

Moja niekwestionowana największa serialowa miłość z gatunku teen/high school drama. Też obejrzana dopiero po 30. roku życia. Może pierwszy sezon i pół drugiego to nie jest coś, do czego chciałabym wrócić, ale potem jest świetnie. Mała blondyna walcząca z demonami wychodzącymi wrót piekieł umiejscowionymi pod miejscowym liceum – petarda. Kilka odcinków wciska w fotel. Rewelacyjne dialogi, świetna historia, ulubiona grupa przyjaciół. Mnóstwo odniesień do przeróżnych tekstów kultury. W tym serialu jest wszystko, czego potrzebujecie. 

5. Freeks and Geeks

Słodko-gorzki. Zobaczycie w nim wiele znajomych twarzy w młodszych wcieleniach. Jeśli lubicie Judd’a Apatov’a i Paul’a Feig’a, ten serial Wam się spodoba.

6. Dawson’s Creek

„Jezioro marzeń” leciało w telewizji jak byłam na przełomie liceum i studiów. Jako zbuntowana nastolatka nie zniżałam się wtedy do oglądania czegoś o takim tytule. Wtedy to się czytało Joyce’a i Bułhakova, a nie oglądało takie bzdety (omg, ależ byłam snobem). Obejrzałam więc Jezioro dopiero po 30. i byłam w szoku. To. Jest. Dobre! Trochę może przeintelektualizowane dialogi niepasujące do kilkunastoletnich dzieciaków mnie lekko na początku odstręczały, ale może właśnie dlatego tak dobrze się to ogląda już w dorosłości. Polecam – dużo odniesień do kina, dobra proporcja komediowości i dramatyczności. Nawet ten młodzieńczy melodramatyzm jakoś mnie bardziej wzruszał niż irytował. 

7. Glee†

To propozycja raczej dla zagorzałych fanów grupowego śpiewania. Ja do nich należę i praktykuję, więc glee jest dla mnie (przynajmniej 1 sezon) absolutnym faworytem. Jeśli nie lubicie, gdy ktoś w filmie lub serialu nagle zaczyna śpiewać i tańczyć – raczej nie powinniście tego oglądać. Jeśli jednak się na to zdecydujecie, możecie liczyć na dużą porcję ciętych dialogów, mądrą lekcję tolerancji, mnóóóóóstwoooo coverów i sceny wyciskające łzy w oczach w każdym odcinku (nooo, prawie). 

8. Sex Education

Nastolatki, seks, problemy z seksem. To nie może się nie udać. Świetne połączenie lekkości i głębi. 

A wy co polecacie? Uwolnijcie wewnętrznego nastolatka! On tam gdzieś na pewno jest!

Daj sobie spokój, czyli 3 najlepsze aplikacje do medytacji

Należę do osób sceptycznych i nie uważam się za uduchowioną. Nie wyznaję żadnej religii. Nie wierzę w nic, poza rzetelną nauką i może tym, ze Buffy the Vampire Slayer to jeden z najlepszych seriali wszech czasów.

Gdy jednak dopadła mnie depresja, nerwica lękowa i związane z tym niezbyt przyjemne efekty specjalne w postaci ataków paniki, problemów ze snem i tak dalej, jakimś cudem zaczęłam medytować.

Jakimś cudem, bo w szczycie nasilenia depresji nie pomagało mi nic oprócz antydepresantów. Ale o tym innym razem.

Potrzeba zapanowania nad wymykającymi się spod kontroli stanami umysłu, zmusiła mnie do poszukiwania skutecznych sposobów radzenia sobie.

Efekty poszukiwań szybko skierowały mnie w kierunku medytacji. I jeszcze szybciej zweryfikowały moje (jak się okazało) stereotypowe myślenie. Zawsze wydawało mi się, że medytacja jest tylko dla wybranej i wąskiej grupy osób, które nie mają problemu ze skupieniem, siedzeniem w miejscu i dotykaniem absolutu. Ja tam absolutu dotykać nigdy nie chciałam (bo alkoholem to ja się brzydzę).

Okazało się, że by odczuć dobroczynny wpływ medytacji na życie ani nie trzeba siedzieć w bezruchu godzinami, ani się szczególnie wysilać. Mnie na przykład wystarczy 10 minut dziennie i jest to dla mnie teraz część dnia, na którą czekam.

Z moich doświadczeń wynika , że warto znaleźć sobie przewodnika. Przynajmniej na początek. Kogoś, kto mówi do Ciebie spokojnym, ciepłym głosem i pomaga odnaleźć się w tym procesie. Zrobiłam rozległy reaserch i choć wiem, że to szalenie indywidualna kwestia – wybrałam 3 aplikacje, z których korzystałam lub korzystam i mogę je z czystym sumieniem polecić. Wszystkie są anglojęzyczne (niestety!).

Subiektywny top aplikacji dla zestresowanych:

  • Headspace – moim zdaniem najlepsza aplikacja dla zestresowanych. Pięknie zaprojektowana, intuicyjna, ma medytacje na każdą okazję (ułatwiające zaśnięcie, opanowanie narastającego lęku, strachu przed lataniem itp.), daje możliwość wyboru długości sesji, zapisania plików dźwiękowych, wzięcia udziału w zbiorowej prowadzonej medytacji itp. Męski głos (warto poczytać o Andy’m Puddicombe), który prowadzi medytacje (w większości przypadków jest też do wyboru kobiecy) jest moim ulubionym. Jedyny minus – to cena. Chociaż spora część materiału jest dostępna bez opłat, by móc w pełni korzystać z aplikacji trzeba za miesiąc zapłacić 12,99 $.
  • Simple habit – u mnie na drugim miejscu. Bardzo dużo różnorodnych medytacji prowadzonych – często 5-minutowych, dużo dłuższych programów nakierowanych na rozwiązanie konkretnego problemu – np ze snem. Dziesiątki osób prowadzących do wyboru, setki tematów, możliwość dodawania konkretnych kanałów i medytacji do ulubionych. Nie korzystałam z płatnej wersji, bo było takiej potrzeby. Jedyny minus to irytujące dżingle na początku i końcu medytacji…
  • Calm – sama strona mnie uspokaja. Czasem w pracy odpalam sobie w tle i od razu jest mi lepiej. Ładna, przejrzysta, intuicyjna. Ale droga. Testować można przez tydzień, potem – opłata to 59.99 $ (pobierana za rok). Niezbyt dużo materiałów darmowych.

W zasadzie używam tych trzech aplikacji zamiennie i jestem z tym szczęśliwa. Medytacja pomogła mi przede wszystkim z zasypianiem, ale też nauczyła jak nie dać się wkręcić w wir narastającego lęku (nie mogę powiedzieć, że zawsze działa, ale z pewnością pomaga). Jeśli jeszcze nie próbowaliście, a żyjecie w stresie – spróbujcie. Wymaga to pewnej systematyczności i zawzięcia, ale warto.

A Wy? Medytujecie? Może macie inne fajne aplikacje dla zestresowanych, z których korzystacie?